Aby poszukać psa kliknij  psy do adopcji

Mini Sklepik Fundacji

biżuteria, obrazki, kubki i drobne gadżety w cenie od 5 zł do 60 złZapraszamy do mini sklepiku Fundacji Canis, który powstał w styczniu 2015 r. w Lecznicy Weterynaryjnej Felis w Warszawie, ul. Osowska 84B (Dzielnica Grochów).

Lecznica jest czynna od poniedziałku do piątku w godz. 8.30-20.30, sobota 9.00-15.00, niedziela 9.00-13.00

więcej >>>

Kalendarz Fundacji na 2018 r.

kalendarzCanis2018Już można zamawiać kalendarz na 2018!!! :) JUŻ JEST :)

Gorąco zachęcamy do zakupu kalendarza na rok 2018, wydanego przez Fundację Opieki nad Zwierzętami Canis. Cały dochód ze sprzedaży kalendarza Fundacja przeznaczy na pomoc bezdomnym zwierzętom.

Koszt 1-go kalendarza - 25 zł + koszt przesyłki. Zamówienia   e-mailem: canis.org@gmail.com lub przez sklepik internetowy Fundacji http://sklep.canis.org.pl/

Kalendarz ma format 20 na 30 cm, ilustracje zwierzaków, podopiecznych Fundacji, bardzo praktyczne kalendarium, z miejscem na zapiski oraz spisem imienin.

1% podatku za 2016

Wypełnij PIT przez internet i przekaż 1% podatku

Od 26 listopada 2012 Fundacja Canis jest Organizacją Pożytku Publicznego.
Przeznacz 1% podatku za rok 2016 na rzecz naszych zwierząt.

Facebook

Zapraszamy na nasz profil na Facebooku facebook

ziemia

darowizny dla Fundacji Canis prosimy kierować na rachunek bankowy:

96102010260000160201022938

Bardzo dziękujemy za każdą wpłatę

Adopcja na odległość

adopcja na odległość

Jeśli nie możesz zaopiekować się osobiście naszym zwierzakiem, a bliski jest Ci los czworonożnych przyjaciół, mamy dla Ciebie propozycję zaadoptowania kota lub psa na odległość.

 
Adopcja na odległość to sponsorowanie wybranego przez Ciebie czworonoga. Wyżywienie, szczepienia ochronne i opieka weterynaryjna:
Dla jednego z naszych kotów wynosi: 140 zł miesięcznie,
Dla jednego psa wynosi: 200 zł miesięcznie

Nie przyglądaj się biernie naszej pracy - to właśnie Ty możesz nam pomóc - wydrukuj w kolorze nasze ogłoszenia o psach i kotach, czekających na adopcję i zawieś je: w lecznicach weterynaryjnych, w miejscu swojej pracy, w sklepach zoologicznych.

 
Na wsparcie czeka bardzo liczna gromadka potrzebujących "mniejszych braci": kotów i psów.
W zamian za to, zamieścimy Twoje imię i nazwisko przy zdjęciu Twojego podopiecznego na naszej liście ofiarodawców.

Jeśli ktoś zechce sponsorować kota lub psa, prosimy o wpłatę na konto Fundacji Canis, z dopisanym imieniem kota lub psa na odwrocie blankietu lub w rubryce "tytułem" w przypadku wpłaty przez Internet.

Tel.: 833-81-30; 693-34-99-78

denis lipiec2010 2 kot kotek kicius kocur kocurek kotka koteczka kicia do adopcji warszawaDenis, ur. maj 2008 r.

Denis -  kotek od dłuższego czasu choruje na powracające zapalenie płuc, stwierdzono, że jest to na tle immunologicznym. Dostaje "sezonowo" leki również na podniesienie odporności, które chwilowo pomagają potem następuje nawrót choroby. Denis jest kotkiem dość płochliwym w związku z tym leczenie jest bardzo utrudnione. Obecnie czuje się dobrze ale jak długo? Nie wiadomo.

Trafił do Fundacji 1 czerwca. Został przywieziony wraz z mamą prosto z bardzo nieprzyjaznego dla nich miejsca.

Mama maluszków okazała się koteczką, która zdecydowanie woli żyć na wolności. Nie chce kontaktu z człowiekiem. Gryzie i bije łapką w momencie chęci pogłaskania. Została wypuszczona do azylu piwnicznego gdzie koty maja kuwetki i swoje bezpieczne legowiska.

Maluchy na początku były nieufne ale dostając smakołyki szybko nabrały zaufania. Kocurki są dużo bardziej śmiałe od koteczki. Są odrobaczone, zaszczepione, zaczipowane. Są bardzo przyjazne do psów. Witają się z nimi z ogonkami wesoło podniesionymi do góry. Trafiły do Fundacji ze świerzbem w uszach. W chwili obecnej uszy są już wyleczone.

 

Podziel się
Czytaj więcej: Denis, piękny kot do adopcji na odległość

mami1 kot kotek kicius kocur kocurek kotka koteczka kicia do adopcji warszawaMami, ur. 15. 11. 2000 r.

Mami - koteczka od roku choruje na wątrobę, jej stan bywał już bardzo ciężki, była bardzo chudziutka a nieustające biegunki bardzo ją męczyły, ale mimo, iż nie jest kotką dotykalską udawało się robić kroplówki i systematycznie podawać leki doustnie. Podnoszenie odporności tej już bardzo dorosłej koci bardzo pomogło. Oczywiście nadal dostaje leki i okresowo kroplówki z NaCl, z Wit. z grupy B i obecnie jej stan jest stabilny

Urocza kotka, która trafiła do nas w czasie tęgich mrozów lutowych 2002 roku. Kotka była bardzo zarobaczona, chora i przemarznięta. Długie tygodnie zajęło nam leczenie Mami. Teraz jest już wysterylizowana i zaszczepiona i całkowicie zdrowa.

Bardzo ostrożna w obcowaniu z psami, robi wyraźny wyjątek wobec Rudki. Uwielbia ją ogromnie, po każdym spacerze wita ją łasząc się i delikatnie pomiaukując. Często kładzie się przed Rudką, pokazując swój śnieżnobiały brzuszek.


Tel. 22-833-81-30, 693-34-99-78.

Podziel się
Czytaj więcej: Mami, kotka do adopcji na odległość

02292012474m kot kotek kicius kocur kocurek kotka koteczka kicia do adopcji warszawaFokstrot, ur. 15. 06. 2005 r.

Kocia mama Fokstrota była wyrzuconą kotką domową - okociła się na parkingu przy ul. Poli Gojawiczyńskiej. 28 sierpnia kotka z kociętami trafiła do Danuty.

Fokstrot, największy z rodzeństwa, jest bardzo zaciekawiony nowym otoczeniem, świetnie się bawi.
Fokstrot jest w tej chwili po operacji gwoździowania łapy ponieważ w szaleńczych zabawach z bratem, wykonując niesamowite piruety tak nieszczęśliwie skoczył, że ma złamaną kość udową. Wszystko dobrze się zrasta.

Większość czasu oczywiście spędza w klatce. Apetyt dopisuje. Niedługo będzie kontrolny rentgen, lipiec 2008 r. Ma duży problem ze struwitami.

Koniecznie musi jeść tylko karmę leczniczą Hillsa i Royala po innych zatyka się natychmiast a leczenie trwa wiele dni. W takiej sytuacji jest w bardzo ciężkim stanie i długo trwa aby znów poczuł się lepiej. Jego brat odszedł za tęczowy most z tego powodu.

Tel.: 833-81-30, 693-34-99-78

Podziel się
Czytaj więcej: Fokstrot, do adopcji na odległość, Warszawa

 

Ratujmy MILKI'ego, dostał udaru !!!

IMAG0568

IMAG0567

 

2-04-2015 r.

Minęło już trochę czasu od tragicznej choroby kotka Milkiego. Na dzień dzisiejszy mamy bardzo dobre wiadomości. Kocurek Milki, mimo wieku i po ciężkiej chorobie jest w dobrej formie. Ostatnie badanie krwi pokazały, że cofnęła się znacznie kreatynina i mocznik całkowicie. Również anemia zaczęła się cofać. Ostanie badanie, echo serca wykazało, że kotek nie ma już wody w opłucnej, i że serduszko nie jest dodatkowo uszkodzone, nawet się poprawiło, chociaż z racji wieku nie jest jak dzwon Zygmunta. Dr Niziołek był ogromnie zaskoczony tak pozytywnym stanem zdrowia, pamiętając, że kotek nie był w stanie chodzić o własnych siłach. Nadal dostaje leki ale tylko 1/2 z poprzedniej dawki - Vetmedin 1.25 oraz Benefortin 5mg. - oba leki po ½ raz dziennie i co 4 dni 1/4 Furosemidu 40 mg. Apetyt ma w normie, chociaż zdecydowanie więcej zje lub się napije kiedy ma podstawione jedzenie kilka razy dziennie i jest jednocześnie głaskany. Radzi sobie całkiem dobrze, chociaż bardzo się obawiałam, że może sobie nie poradzić z powodu bardzo słabego widzenia, było też podejrzenie, że nie widzi. Oczywiście, nie jest to ten sam Milki jeśli chodzi o sprawność. Jest bardziej ostrożny, nie wskakuje wysoko jak wcześniej. Niemalże jak rakieta wybiega na zamknięty korytarz i zwiedza go z dumnie uniesionym ogonkiem do góry trzeszcząc po swojemu. Niestety całkowicie wzroku nie odzyskał, być może z czasem jednak się jeszcze poprawi, lekko kuleje na lewą tylną łapkę i od czasu do czasu zadrży mu delikatnie główka. Nadal uwielbia kiedy jest czule głaskany i kiedy szeptem, tuż za uszkiem mówię do niego kocham, kocham, wówczas mruczy i przeciąga się bardzo zrelaksowany. Nieustająco widać jak bardzo Milki chciałby być tym jednym jedynym. Przychodzi do łóżka i kładzie się bliziutko człowieka licząc na dodatkowe przytulanie, które oczywiście otrzymuje.

MILKI, 26.02.2015 r. Wczoraj wieczorem Milki wrócił do domu, jego stan jest stabilny ale należy być bardzo czujnym i obserwować kotka. Cały czas musi dostawać zalecone leki i długo kapiącą kroplówkę (ok.120ml), raz dziennie. Milkiemu dopisuje apetyt, wchodzi do kuwet bez problemu, wchodzi sam na łóżko i z niego zeskakuje. Jako, że w miejscu zamieszkania Milkiego jest wiele zwierząt, miseczka z jedzeniem jest podstawiana kotkowi kilka razy dziennie. Rezydenci witali kotka różnie, jedne się bały inne wąchały zaciekawione ponieważ Milki bardzo intensywnie pachniał lecznicą. Obowiązek pilnowania Milkiego przed innymi kotkami wzięła na siebie suczka Sara. Jedna z kotek- Gwiazdeczka raczej ze strachu prycha na MIlkiego kiedy on chodzi (więcej śpi, szybko się męczy ale sen to dobry lekarz), wówczas Sara bacznie lustruje teren wokół kotka i nie pozwala do niego się zbliżyć. Sama jak tylko może myje jego ucho i sprawdza czy wszystko jest ok. dotykając nosem do czoła rekonwalescenta. Milki z pewnością nie widzi, chociaż są momenty, że sprawia wrażenie jakby się czemuś przyglądał, może odzyska wzrok, w końcu wyszedł z bardzo, bardzo ciężkiego stanu w bardzo krótkim czasie. O ile państwo pamiętają znalazłam Milkiego 14.02 wieczorem leżącego na podłodze, temperaturę ciała miał niemierzalną. Próbował wstawać już piątego dnia. Cały czas był w inkubatorze, tlen na początku podawany był cały czas, potem chwilowo. Wyniki krwi poprawiły się nieznacznie. Lekarze twierdzili, że Milki wygląda lepiej niż badania wykazują. Załączyłam aby mogli państwo zobaczyć poprawę. Głównym problemem Milkiego jest serduszko, dr. Niziołek jest bardzo ostrożny w rokowaniu. Kolejna wizyta za miesiąc jeżeli stan będzie stabilny w razie czego mamy jechać natychmiast. Bardzo serdecznie dziękuję za wsparcie finansowe dla Milkiego oraz troskę (telefony, maile z zapytaniem o zdrowie i szczere życzenia powrotu do zdrowia). Na dzień dzisiejszy koszty leczenia Milkiego to kwota 1338.00 zł, w tym badania krwi, neurolog, echo serca, USG. Zebraliśmy 650.00 zł. Jest to dla nas bardzo duża pomoc, oczywiście nadal prośba o wsparcie finansowe dla wdzięcznego kotka Milkiego jest aktualna.

Wspaniały, kochany kot Milki dostał udaru w sobotę 14.02.2015 r. w same Walentynki. Będziemy ogromnie wdzięczny za wsparcie finansowe dla kotka. Koszt całkowity w tym momencie nie jest możliwy do określenia, na dzień dzisiejszy tj. 16.02.2015 to kwota ok. 500.00 zł. Będziemy na bieżąco informować państwa o stanie zdrowia Milkiego i kosztach leczenia. Chcąc pomóc Milkiemu można również kupić coś w sklepiku Fundacji lub kupić cegiełkę dla Milkiego a kwotę uzyskaną ze sprzedaży przeznaczymy na leczenie kotka. Milki stracił trochę na wadze i futerko nie było najładniejsze. Zawsze był ślicznym puchatym, dorodnym kotkiem. Zrobione miał echo serca (mięsień serca trochę "zużyty") ale  nie było widać przyczyny zmian u MIlkiego. RTg klp. również nie wykazał nic szczególnego, USG lepsze niż kiedykolwiek, kiedyś były obecne struwity- zniknęły, badanie kału - były candida - również i to zostało wyleczone, badanie krwi nie wykazało nic poza nieznacznie podniesioną kreatyniną i mocznikiem ale taki poziom utrzymywał się od ok 5 lat. Kiedy dostawał leki na serduszko wyniki były bardzo zbliżone do normy, natomiast badanie moczu wykazało krew w moczu i barwniki krwi - lekarze nie wiedzieli skąd się pojawiły te zmiany w moczu. Milki miał normalny apatyt, który ok. 3 tygodnie temu trochę się zmienił, kotek chciał jeść częściej i jadł z wilczym apatytem - łykał nie gryzł - ok 5-6 razy dziennie ale nie tył (nie był to normalny apatyt), nie przejadał się, nie było wymiotów, biegunek. W sobotę 14.02. kiedy szedł w pewnym momencie zrobił jedno koło, potem drugie, trzeciego już nie ale chwilkę postał tak jakby był zdezorientowany przez kilka sekund. Wiedziałam, że nie jest to zdrowy objaw ale było to takie krótkie, że nie trwało dłużej niż 1 minutę. Milki wszedł na swoje posłanko wcześniej cos zjadł, tak że wszystko wyglądało normalnie. Wróciłam do domu po ok. 5 godzinach. Widok był wstrząsający. Milki leżał we krwi pomieszanej ze spienioną śliną, szybko oddychał i miał otwarty pyszczek (co u kota jest bardzo niebezpieczne). Kiedy wzięłam kotusia na ręce krzyczał. Natychmiast z "prędkością światła" byłam z Milkim w lecznicy, w której nie było koniecznego sprzętu do ratowania kotka. Miał wówczas temp. 32 stopnie. Otrzymał wszystkie leki jakie na tą chwilę mógł dostać. W ciągu krótkiego czasu, opatulony, w nagrzanym samochodzie został zawieziony do lecznicy gdzie czekał już nagrzany inkubator. Kotek od razu dostał tlen i ciepłą kroplówkę. Po chwili przestał dyszeć. temperatura wzrosła do prawidłowej po 5 godzinach. Wszystkie symptomy, że kot reaguje na to co powinien, były prawidłowe. Jednak stan bardzo ciężki i rokowania bardzo ostrożne. Noc minęła przeplatana co - 4 godziny atakami. Dostawał odpowiednie leki i spał, kroplówka ponownie podłączona bardzo wolno kapała ok. 3 godziny. Kiedy odwiedziłam Milkiego był spokojny ale bardzo, bardzo zmęczony, był świadomy, bardzo delikatnie reagował na mój głos i dotyk. Tak silny atak podniósł nieznacznie parametry wątrobowe i nerkowe. W dniu dzisiejszym (16.02) kotek sam przemieścił się po inkubatorze (teraz już tlen nie jest potrzebny ale temp. 38 stopni musi być utrzymana) i nawet chwilkę posiedział. Chce jeść i je z apetytem niewielkie porcje karmy (apetyt taki jak przed atakiem), zjada karmę KD (puszki), lekarz prowadzący Milkiego od dnia przyjęcia stwierdził, że rokowania są już lepsze i nie ma bezpośredniego zagrożenia życia, ale nadal ostrożne. Cały dzień nie było ani jednego ataku. Podnosił główkę kiedy do niego mówiłam, patrzył kiedy wołałam go po imieniu, mruczał kiedy głaskałam go delikatnie i całowałam za uszkiem jak to zawsze uwielbiał. Przeciągał się spokojnie, oddychał równo. Jest kontaktowy, świadomy ale nadal zmęczony. W środę – 20 tego lutego zawiozę kotusia do neurologa, niestety on nie mógł przyjechać do Milkiego. Wcześniejszy transport był zagrożeniem życia. Jest w Milkim wola życia, nie widać w jego pięknych oczach, że chce nas opuścić. Muszę mu pomóc wrócić do domu, sam sobie nie poradzi. Ma wszelkie odruchy zachowane jak u zdrowego kota. Słaby jest ale tego typu choroba wymaga czasu. Znam wiele zwierząt, zarówno kotów jak i psów, które przeszły udar i obecnie cieszą się dobrym zdrowiem.

Podziel się
Czytaj więcej: Ratujmy MILKI'ego, dostał udaru !!!