Jeśli nie możesz zaopiekować się osobiście naszym zwierzakiem, a bliski jest Ci los czworonożnych przyjaciół, mamy dla Ciebie propozycję zaadoptowania kota lub psa na odległoźść.
Adopcja na odległość to sponsorowanie wybranego przez Ciebie czworonoga.
Wyżywienie, szczepienia ochronne i opieka weterynaryjna dla jednego z naszych kotów wynosi 140 zł miesięcznie, a na jednego psa: 200 zł miesięcznie
Nie przyglądaj się biernie naszej pracy - to właśnie Ty możesz nam pomóc -
wydrukuj w kolorze nasze ogłoszenia o psach i kotach, czekających na adopcję i zawieś je: w lecznicach weterynaryjnych, w miejscu swojej pracy, w sklepach zoologicznych.
Na wsparcie czeka bardzo liczna gromadka potrzebujących "mniejszych braci": kotów i psów.
W zamian za to, zamieścimy Twoje imię i nazwisko przy zdjęciu Twojego podopiecznego na naszej liście ofiarodawców.
Jeśli ktoś zechce sponsorować kota lub psa, prosimy o wpłatę na
konto Fundacji Canis, z dopisanym imieniem kota lub psa na odwrocie blankietu lub w rubryce "tytułem" w przypadku wpłaty przez Internet.
Tel. 833-81-30; 0-693-34-99-78
Melma
poniedziałek, 12 lipca 2010 11:21
Melma ur. w 2009
Melma została zabrana z zakładu karnego w Grudziądzu, gdzie była dokarmiana przez więźnia. Umówiliśmy się z działaczami w Grudziądzu, że wysterylizują oni kotki na terenie zakładu karnego. Niestety nie zrobili tego i wiosną 2009 roku 2 kotki urodziły kocięta. W zakładzie karnym postanowili usunąć koty z terenu. Twierdzili co prawda, że mają dla kotów dobre miejsce, że przewiozą je na wieś gdzie będą dobre warunku. Nie byliśmy pewni czy koty i kocięta dobrze trafią. Postanowiliśmy zabrać stamtąd całą grupę kotów.
Należało działać szybko gdyż został wyznaczony krótki termin na zabranie kotów. Kotki wraz z kociętami zostały przewiezione do Warszawy i zamieszkały w domach zastępczych.
Melma została wysterylizowana, zaszczepiona. Początkowo przyplątała się choroba. Melma nie chciała jeść, była osłabiona. Ale dobra opieka i leczenie antybiotykowe dały dobry rezultat. Melma wkrótce doszła do siebie i stała się dużą dorodną koteczką.
W czasie choroby dostawała dużo mięsa i smakołyków, które bardzo jej się spodobały. Stała się trochę wybredna do jedzenia. Głośno domaga się smakołyków i mięsa, które uwielbia. Jest kotką nieufną i człowieka traktuje raczej jak dostarczyciela dobrego jedzenia.
Melma toleruje inne koty ale się z nimi nie zaprzyjaźnia. Nie jest agresywna ale nie lubi głaskania. Jest nieufna i wycofuje się gdy człowiek się zbliża. Melma mruczy ale raczej na myśl o czymś smacznym do jedzenia. Jest nieagresywna dlatego istnieje możliwość, że się oswoi.
ur. w 1994
Mieszka w psim przytulisku i bardzo dobrze sobie radzi żyjąc w gromadzie psów. Jest bardzo przymilna. Widać, że z wiekiem coraz mniej się bawi. Ale jak na razie nie choruje. Jest śliczną, piękną, błyszczącą koteczką.
Tel. 833-81-30; 0-693-34-99-78
Galeria Kici
Poprawiony: sobota, 17 lipca 2010 18:28
Elvis
piątek, 01 stycznia 2010 12:26
Elvis
Elvis
ur. we wrześniu 2007
Znaleziony 5.10 na bazarze Wolumen, prawdopodobnie nie został sprzedany. Przerażony, zmarznięty krzyczał prosząc o pomoc. Ma apetyt, lubi towarzystwo innych kotów.
Elvis jest bardzo delikatnym kotkiem. Jako kociak bardzo długo chorował. Toczyła się wręcz walka o jego życie. Urósł, przytył. Jest pieszczochem. Wykonane ostatnio badanie krwi (12 sierpnia 2008) wykazały chorą wątrobę. Obecnie Elvis dostaje kroplówki. Zostanie również wykonane USG wątroby. Patrząc na kotka absolutnie nie widać po nim choroby. Jedyną pozostałością po wcześniejszej chorobie jest lekko przekrzywiona główka, która powoli zaczyna wracać do normalnej pozycji.
Elvis jest odrobaczony, zaszczepiony, testy na białaczkę i wirusowe zapalenie otrzewnej wyszły ujemne.
USG wykonane przez dr. Marcińskiego wykluczyło obecność wody w jamie brzusznej.
11.07.2009)Od października zeszłego roku Elwis cały czas otrzymywał
leki na wątrobę,ponieważ i tym razem wyniki krwi nie były dobre.Chociaż
kotek przytył i miał lepszy apetyt,nic tak naprawdę nie wskazywało że
jest żle. Obecne bad,krwi wykazało że jest lepiej i rokowania podania
narkozy były dobre. Elwis mimo młodego wieku miał bardzo słabe
zęby,kamień i silny stan zapalny musiał mieć wyrwane wszystkie zęby
(07.07.2009)-pozostały tylko kły .Oczywiście konieczna kuracja
antybiotykowa i leki przeciwbólowe.Po tak poważnym zabiegu kotek
zdecydowanie poczuł się lepiej,przestał się chować,dostał szalonego
apetytu,tak jak by nadrabiał zaległości .
Jest coraz większym pieszczochem,najbardziej lubi się przytulać do
Wafla,którego tez często myje.
Tel. 833-81-30; 0-693-34-99-78
Galeria Elvisa i Fileta
Galeria Elvisa
Poprawiony: sobota, 27 marca 2010 21:07
Dziewczynka
piątek, 01 stycznia 2010 12:24
Dziewczynka u Ewy ur. 2000 r.
Niewielkiej postury, ale z wielkim sercem, śliczna bialo-bura sunia,
urodzona w 2000 roku. Bardzo grzeczna i mądra, zdrowa, bardzo pieszczotliwa, kolanowa przylepa. Straciła jedno oko - została pogryziona przez psy.
Wysterylizowana.
Bardzo pragnie miłości. Ponieważ jest bardzo maleńka,często jest noszona i przytulana.
Mysza u Ewy ur. 1994 r.
Mała ruda sunia z siwym pyszczkiem. Urodzona w 1994 roku. Wysterylizowana, zaszczepiona.
Kocha ludzi. Oczywiście najbardziej kocha Ewę, której nie odstępuje na krok. Toleruje towarzystwo innych piesków. Jest bardzo zazdrosna o swoją panią.
Była znaleziona na Wale Miedzeszyńskim. Biegła, właściwie powłóczyła łapkami, w kierunku Otwocka - prawdopodobnie wyrzucona została z samochodu. Nikt nigdy jej nie szukał. U Ewy jest od 1999 roku.
Bobik u Ewy ur. 1996 r.
Czarny pudelek, urodzony w 1996 r. Do Ewy trafił w roku 2001. Oddali go
właściciele po 5 latach ponieważ za dużo szczekał. Jest nieufny do obcych
ludzi, natomiast ogromnie przyjaźnie traktuje do opiekunów. Szczególnie ukochał Ewę.
Jest spokojny i grzeczny, nie szuka zaczepki z innymi pieskami.
Cukierek ur. 2003
Jako bezdomny kociak sam "wprosił się" do mieszkania
w którym zamieszkał na stałe. Rozwijał się bardzo ładnie,
bawił się i rozrabiał jak każdy małolat. Bezstresowy.
Uczył wszystkie inny kotki tego, czego robić nie należy,
np. wchodzenia po firance na regal.
Pewnego dnia rano został znaleziony w przedpokoju
leżący w bardzo ciężkim stanie. Zaatakowała go ostra mocznica.
Zaczęła się walka o życie,
w której on starał się z całych sil uczestniczyć.
Cukierek z niezwykłą cierpliwością
znosił wielogodzinne dożylne kroplówki i wszystkie inne zabiegi.
Bardzo intensywne leczenie trwało ok. 2 tygodni.
Przyniosło nieoczekiwanie dobre rezultaty.
Kot zaczął chodzić, jeść samodzielnie.
Oczywiście choroba pozostawiła po sobie następstwa - uszkodzone nerki.
Został kotkiem specjalnej troski i wymaga ciągłego podawania leków.
Konieczną dietą jest karma dla mocznicowców K/D.
Musi mieć podawany lek Solidago - koszt kuracji wynosi 160 złotych.
Musi również mieć przeprowadzane systematycznie badania krwi i moczu.
Stąd jego miesięczne
"utrzymanie" wynosi 100 złotych.
Jak na razie Cukierek czuje się dobrze i chcemy aby tak zostało.
Tony ur. 1. 12. 2000 r. Kocurek marmurkowy z białymi dodatkami. Jest
zdrowy, czysty, bardzo zabawny, wesoły, wykastrowany.
Lubi towarzystwo innych kotów.
Jest zaszczepiony, niestety bardzo płochliwy i ukrywający się przed ludźmi.
Pieszczotom poddaje się jedynie opiekunce, u której przebywa od kocięcia.
Tel. 833-81-30, 0-693-34-99-78. Galeria Tonyego
Milki
piątek, 01 stycznia 2010 12:16
Milki ur. 15. 04. 2000 r. Milki został znaleziony w piwnicy bloku przy ulicy Broniewskiego jako dorosły wykastrowany kocurek. Był bardzo wychudzony z powodu dręczących go problemów z układem pokarmowym, które jak się okazało, spowodowane były chorobą trzustki. Długotrwała dieta przyniosła ogromną poprawę, jednak nadal Milki nie może jeść wszystkiego. Koniecznie musi dostawać suchą karmę Hills lub Royal Canine, może też jeść dobre puszki Felix lub Gourmet, od czasu do czasu świeżą wołowinę lub drób. Dostaje też ulubione witaminki Eltam. Popija to wszystko nie gazowaną wodą mineralną lub domaga się odkręcenia kranu i pije cieknąca wodę prosto z kranu. Milki jest cudownym kotem, potrafi bardzo dokładnie komunikować swoje potrzeby, kiedy i jak chce być głaskanym. Bez reszty poddaje się pieszczotom Danusi, pokłada się różowym brzuszkiem do góry. Lubi rozmawiać, jest bardzo towarzyski. Jako jedyny z całej gromadki wita wszystkich radośnie, nawet obce osoby. Jest kotem dominantem z silną osobowością - nawet największy kot robi się malutki przy wymianie spojrzeń z Milkim i schodzi mu z drogi. Do "łapoczynów" raczej nie dochodzi. Do innych kotów odnosi się z rezerwą, czasem tylko, kiedy jest w świetnym humorze, bawi się z nimi w berka.
Tel. 833-81-30, 0-693-34-99-78. Galeria Milkiego
Poprawiony: wtorek, 30 marca 2010 21:31
Sadełko 2
piątek, 01 stycznia 2010 12:15
Sadełko 2 ur. 1997 Kot wolno żyjący w wieku ok.6-7 lat. Jest podopiecznym Danuty, dokarmianym przez Nią z gromadką innych kotów na Białołęce. Sadełko II był zawsze bardzo płochliwy, pojawiał się i znikał. Po kilku latach nabrał zaufania, podszedł blisko i dał się Danucie pogłaskać. Okazało się, że jest największym z możliwych pieszczochów.
Życie kota wolno żyjącego jest pełne zagrożeń i właśnie Sadełko II przekonał się o tym- samochód pogruchotał tylną łapę kota. Został zabrany przez Danutę do domu.
3.10 został poddany kosztownej operacji chirurgicznej przez lek. wet. Jarosława Wyparta.
W czasie operacji okazało się, że złamanie jest bardzo skomplikowane, doktor pobrał przeszczep ze zdrowej kości ,połamana kończyna jest zgwoździowana i zadrutowana. Rokowania po operacji są dobre, w zależności od tego jak się przyjmie przeszczep.
Sadełko II został poddany operacji jako zdrowy kot, co potwierdziły badania krwi wykonane przed operacją.
Koszt operacji (z dużym rabatem dla fundacji, za który bardzo dziękujemy dr Wypartowi) oraz badania dodatkowe: badania krwi, zdjęcia rentgenowskie, leczenie pooperacyjne i wyjęcie gwoździ wyniosły około 1000 zł. Galeria Sadełka
Wafel ur. 15. 02. 1998 r. Jako 3-miesięczny kociak został zabrany z ul. Deotymy
- a właściwie z terenu należącego do kościoła przy tejże ulicy. Wafel
wraz z rodzeństwem, pozbawiony jakiegokolwiek schronienia, mieszkał pod
krzakiem bez względu na pogodę. Kociaki w czasie deszczu tuliły się do
siebie, a było to jesienią.
Jakiekolwiek próby zainstalowania schronienia dla kociąt w krzakach były
bezwzględnie wyrzucane przez porządkowych kościoła.
Ciągle przeganiane i bez dachu nad głową przeraźliwie bały się ludzi.
Niestety tylko jednego kociaka udało się uratować i to tylko dlatego,
że był najbardziej chory. I tak Wafel trafił do mnie.
Na początku tyfus i tasiemce (w ciągu 6 miesięcy 12 krotne odrobaczanie
i trzymiesięczna biegunka), ostre zapalenie uszu, oskrzeli, pęcherza -
choroby następujące jedna po drugiej.
Wafelek jest kotkiem o bardzo drobnej budowie - na skutek niedożywienie
i inwazji tasiemców w dzieciństwie pozostały mu krzywe łapki.
Zdjęcie chorego Wafelka z dzieciństwa zostało wybrane jako logo Fundacji
CANIS.
Pozostał kotkiem bojaźliwym, co nie wyklucza tego, że uwielbia pieszczoty
i zabawy. Jest bardzo przyjazny w stosunku do innych kotków, szczególną
opieką otacza nowo przybyłe, myje je i zachęca do zabawy. Gdy słyszy, że
któryś z kotków płacze, natychmiast biegnie mu na pomoc.
U Wafelka bardzo łatwo rozpoznać rozpoczynającą się chorobę - natychmiast
ropieją mu oczy.
Na wiosnę 2003 roku badanie krwi pokazało, iż ma problem z nerkami (kreatynina
3.5, norma 1-1.8). Po intensywnym leczeniu trwającym ok. 3 tygodni doszło
do normy 1.5. W chwili obecnej powtórne badanie krwi wykazało bakterie
w układzie moczowym. Wymaga leczenia antybiotykowego i musi cały czas
jeść specjalną leczniczą suchą karmę dla kotów ze skłonnościami do mocznicy.
Nie przestrzeganie zaleceń dietetycznych może doprowadzić do nawrotu choroby.
Teraz Wafel ma pięć lat. Ma śliczne futerko i okrągły brzuszek. Bardzo
lubi jeść - być może ogromny głód, jakiego doznał w dzieciństwie, pozostawił
taki ślad w jego psychice.
Galeria Wafla
Poprawiony: sobota, 05 czerwca 2010 12:45
Duży
piątek, 01 stycznia 2010 12:11
Duży ur. 23. 03. 2000 r. Duży pojawił się w miejscu gdzie karmimy koty na Białołęce sześć lat temu.
Przychodził systematycznie. Początkowo całkowicie nieufny, potem dawał
się głaskać, w końcu stał się pieszczochem. Przez te lata bardzo się zaprzyjaźniliśmy.
Pewnego dnia, zjawił się po dłuższej przerwie, kulejący, z gojącą się
raną wielkości pięciozłotówki na głowie, zmierzwiony na grzbiecie, ogólnie
w bardzo złym stanie. Co można było zrobić? Zapakowałam go do kociego
transportera i pojechaliśmy do lecznicy. Na miejscu został zważony (7
kilogramów!), prześwietlono mu łapkę i zaaplikowano mu serię zastrzyków
z antybiotyku. Łapka okazała się być dawno temu złamana, jest teraz krótsza
o 1.5 cm od drugiej. Podczas prześwietlenia Duży otrzymał niewielką dawkę
narkozy dla uspokojenia. Niestety, nawet ta mała dawka okazała się dla
Dużego bardzo niebezpieczna. Wywołała częściowy paraliż mięśni, przykurcz
głowy, wypadanie trzeciej powieki, problemy z jedzeniem. Przez pewien
czas Duży wymagał podawania pokarmu do pyszczka. Kuracja antybiotykowa
oraz troskliwa opieka postawiły Dużego na nogi. W tej chwili wszystko
już jest w porządku, stare złamanie nie dokucza, łapka jest sprawna, doskonale
bije inne koty. Paraliż się cofnął. Pojawiły się inne kłopoty, Duży zaczął
kichać krwią. Podany antybiotyk zadziałał i w tej chwili, odpukać, krew
z nosa nie leci. Pozostały do leczenia kosztowne drobiazgi jak np. świerzbowiec
w uszach. Duży, mimo że wiele lat spędził na wolności, jest kochanym kotem,
bardzo łagodnym, domagającym się pieszczot. Mamy nadzieje, że to już koniec
jego kłopotów ze zdrowiem.
Po raz kolejny kot przebywał w domu pod opieką Danuty - poddany był chirurgicznej resekcji kła, który powodował ciągłe infekcje kota. Przed planowaną operacją doktor Beata Milewska nieodpłatnie sprawdziła za pomocą biorezonansu, jaki rodzaj narkozy będzie dla Dużego bezpieczny.
Kosztowna operacja i leczenie oraz troskliwa opieka Danuty przyniosły dobre rezultaty - Duży zaczął jeść i powracać do zdrowia. Po dwutygodniowej rekonwalescencji powrócił na Białołękę na swoje terytorium kota wolno żyjącego. Tam będzie nadal doglądany i karmiony przez Danutę.
Galeria Dużego
Balbinka
piątek, 01 stycznia 2010 12:11
Balbinka ur. 12. 06.1999
Po śmierci swojego jedynego, najukochańszego przyjaciela Carnuszka, została sama - byli nieodłączną parą przez całe jej życie, 8 lat. Inne koty się dla niej nie liczą. Chodziła smutna, przez wiele dni wszędzie go szukała. Minęło sporo czasu zanim pogodziła się ze stratą Czarnuszka.
Teraz pomału nabiera apetytu i zaczyna bardziej interesować się otaczającym ją światem.
Balbinka jest zdrowa, nigdy nie chorowała, ale jest kotka "niedotykalską", chociaż śpi w łóżku z człowiekiem i chętnie się bawi.
Przez tę nieufność trudno dla niej znaleźć odpowiednich opiekunów. Gdyby trafił się dom, w którym mieszka kot potrzebujący towarzystwa i ludzie, którzy nie oczekiwaliby od Balbinki, że będzie ich przytulanką - wówczas chętnie ją wyadoptujemy.
Jest naprawdę śliczną laską-buraską.
Kotka rezydentka będąca w Fundacji o 3 miesiąca życia. Tydzień temu zauważyłam, że kuleje na łapkę.
Prawdopodobnie źle skoczyła przestraszona przez szczeniaki. W tym momencie zostało zerwane wiązadło.
Łapka została włożona w gips, jako pomoc doraźna ponieważ w czasie urlopowym nie było lekarzy.
Siedzi w dużej klatce wystawowej ponieważ musi mieć spokój.
Znosi to bardzo dobrze. W czwartek 13.09, po wizycie u dr. Zurańskiej, będzie podjęta decyzja co do dalszego leczenia. Jest duże prawdopodobieństwo, że być może naderwane ścięgna się zrosły. Jeżeli nie, będzie operacja zszywania ścięgien.
Galeria Balbiny
Galeria Balbiny 2007
Sauron
piątek, 01 stycznia 2010 12:09
Sauron ur. 12. 05. 2002 r. Dwumiesięczny kociak, który w wieku 5 tygodni został przyniesiony do lecznicy.
Zwierzątko miało oczy prawie całkowicie przeżarte kocim katarem. Jego
dotychczasowa opiekunka nie zdawała sobie sprawy z tego, że ropny wyciek
z oczu nie jest sprawą normalną. Został odebrany i przyniesiony do lecznicy
przez jedną z osób współpracujących z Fundacją, ale niestety o jakiś tydzień
za późno. Wzroku prawdopodobnie nie uda się uratować. W tej chwili Sauron
przebywa pod troskliwą opieką Doroty, która stara się z pomocą "wujka"
Jacka (okulisty) wyleczyć kocie oczy. Efekty kuracji już są widoczne i
możliwe, że nie trzeba będzie usuwać prawego oczka. Leczenie jest jednak
bardzo kosztowne - Sauron ma 4x dziennie wkrapiane 3 rodzaje kropli (Naclof,
Braunol i Tobrex) i prawdopodobnie potrwa to jeszcze przynajmniej rok.
Jesteśmy jednak dobrej myśli, bo kociak pomimo swojego kalectwa wygląda
na szczęśliwego i szaleje z podobnie okaleczonym Corwinem. 14.I.2003 Po kolejnej wizycie u okulisty wyrok na prawe oko zapadł
- jest tak zniszczone, że niestety musi zostać osunięte. Na szczęście,
tak jak i w przypadku Corwina, będzie można to zrobić przy okazji kastracji
za kilka miesięcy. Lewe oczko jest już śliczne, Sauron na nie całkiem
nieźle widzi i teraz zajmujemy się tylko "wybijaniem" resztek herpesa.
Prawdopodobnie po wycięciu prawego oka skończą się Sauronowe męki z kropelkami.
Galeria Saurona
Jeśli ktoś zechce sponsorować Saurona, prosimy o wpłatę na
konto Fundacji Canis, z dopiskiem Sauron na odwrocie blankietu.
Sadełko
piątek, 01 stycznia 2010 02:27
Sadelko ur. 24. 07. 2000 r. Zajac, poniewaz bardzo boi sie obcych. Dopiero przy dluzszej znajomosci
daje sie poglaskac. Ja osobiscie moge z nim robic wszystko - uwielbia
pieszczoty, zabawy, wspólne polowania na muchy, spiewa. Wskakuje mi na
rece, kiedy nie mam zbyt wiele czasu aby sie nim zajac. Swietnie udaje
zmeczenie - w czasie biegania. Wziety byl z dworu wraz z mama i dwiema
siostrami jesienia zeszlego roku. Momentalnie z "dzikiego kota" stal sie
kotem domowym - czystym, poslusznym. Juz w wieku 9-ciu miesiecy byl operowany
- usunieto guz - wlókniako-miesniaka, który na szczescie nie byl grozny.
W niedlugim czasie odbyl zdjecie kamienia i kastracje. Na wiosne, w maju
2001 r. pojawilo sie prosówkowate zapalenie skóry - autoagresja. Choroba
u kotów nieuleczalna. Dostawal dosc dlugo sterydy. Badanie krwi wykazalo
spadek odpornosci. W chwili obecnej sterydy zostaly odstawione, a choroba
nie daje dokuczliwych objawów. Mimo to, Sadelko caly czas jest pod obserwacja
weterynarzy.
Od kociaka byl kotem delikatniejszym od innych, czemu zaprzecza jego dorodna postawa.
Grudzien 2004 - trudnosci w wyleczeniu przeziebienia i pojawiajace sie objawy autoagresji,
jak równiez wzmozone pragnienie, naklonily mnie do wykonania badania krwi kotu
- stwierdzono cukrzyce i znacznie podwyzszone parametry watrobowe.
Oprócz leków i diety, zalecono bardzo czeste badanie moczu oraz podawanie leku podnoszacego odpornosc.
W ostatnim czasie u Sadelka pojawila sie autoagresja ukladu limfatycznego.
Jako kotek cukrzycowy absolutnie nie moze dostawac zadnych sterydów.
Jedynum skutecznym sposobem jest podawnie kotu bardzo wysokiej jakosci witamin np. Vita pet.
Po intensywnym podawniu przez ok. miesiac objawy znikaja.
Dodatkowe koszty leczenia Sadelka to 140 zl miesiecznie. Galeria Sadelka
Poprawiony: sobota, 12 czerwca 2010 00:05
Gwiazda
piątek, 01 stycznia 2010 02:22
Gwiazda ur. 27. 11. 2000 r. Urocza kotka długowłosa, biała z czarnym ogonem. Była prawdopodobnie niechcianym
prezentem gwiazdkowym, wyrzuconym po świętach. Gwiazda straciła jedno
oczko. Drugie zostało uratowane. Koteczka czeka na bardzo opowiedzialnego
opiekuna, gdyż wymaga dużej troski.
Gwiazda zamieszkała z innymi zwierzątkami pod bardzo troskliwą opieką
pani Mirki i jej rodziny. W dalszym ciągu ma problem z oczami. Jest pod
stałą kontrolą dr Jacka Garncarza. W czerwcu wystąpiły problemy z sercem,
ale podobno z tego wyrośnie. Jak przystało na Gwiazdę jest piękna, kapryśna
i kochana. Leczenie jest kosztowne i w całości pokrywane jest przez Fundację
Canis. Same krople do oczu kosztują: 1 buteleczka Naclof 25zł, 1 buteleczka
Tobrex 26 zł.
Galeria Gwiazdy
Smarkata
piątek, 01 stycznia 2010 02:21
Smarkata ur. 09. 10. 2002 r. Smarkata w pełnym tego słowa znaczeniu, ponieważ trafiając do Fundacji była wówczas najmłodszą z kotów oraz z ropnym katarem. Była bardzo chorą koteczką, znalezioną pod laskiem Olszynka na Bielanach - leżała w trawie skulona, padał deszcz. Bardzo długo była leczona, mimo iż była kotna, dostawała bardzo silne antybiotyki. Malutkie kotki zaraz po urodzeniu zostały uśpione.
Niestety Smarkata nigdy nie będzie już zdrową kotką gdyż urodziła się z rozszczepieniem podniebienia miękkiego, nosek ma ciągle zatkany, trudności w oddychaniu, jest niemalże karmiona. Smarkata jest bardzo pieszczotliwa i bardzo lubi się bawić. Ma piękne miodowe oczy i trochę przedłużoną sierść. Wysterylizowana. Obecnie ropny wyciek z nosa znacznie się zmniejszył dzięki kilkukrotnym naświetlaniom lampą Zeptera. Smarkata bardzo to lubi, kiedy widzi lampę, przychodzi i czeka na swoją kolej.
Dzięki sponsorom kicia dostaje wysokiej klasy sucha karmę w postaci drobnych kuleczek, której jedzenie nie sprawia jej kłopotu. Dzięki niej wyraźnie przytyła i zrobiła się błyszcząca.
Galeria Smarkatej
Wojtuś
piątek, 18 grudnia 2009 01:14
Wojtuś Urodzony w 1999 roku
Wojtuś ur. w 1998 a może w 2000 tego nie da się z całą pewnością ustalić. Do pani Liliany trafił prosto ze wsi. Uciekł od właściciela gdzie nie był dobrze traktowany. Ponieważ przytulisko pani Liliany było przepełnione do granic możliwości Wojtuś zamieszkał pod płotem, bez budy i własnego kąta. Po jakimś czasu udało się zagospodarować miejsce na budę dla Wojtusia. W tak zwanym międzyczasie dopadła go babeszjoza - na leczenie został zabrany do wolontariuszki Fundacji Canis. Gdy wyzdrowiał nabrał ciałka i kondycji, jednak z dawnego życia, kiedy to zaznał głodu, został mu nawyk zakopywania otrzymanych mięska, chlebka, smakołyków. Potem gdy wykopał chodził z zapiaszczonym smakołykiem i szukał nowego i bezpieczniejszego miejsca. Wojtuś pamięta każdy dołek z ukrytym "skarbem" i wykopuje skrzętnie nawet po dłuższym czasie. Żyje w zgodzie z psami, kotów troszkę się obawia. Warczy tylko wtedy gdy pilnuje swojego ukrytego smakołyku. Ale nigdy na człowieka. Można mu bezpiecznie wyjąć ten smakołyk z gardła. Uwielbia głaskanie po brzuszku, robi bęc na w błotnistą kałużę, byle tylko zaznać pieszczot. Jest psem niezwykle pojętnym. Choć nigdy wcześniej nie mieszkał w domu, bardzo szybko nauczył się chodzić na smyczy, po schodach, jeździć windą. Chyba tylko właśnie dzięki tej psiej mądrości udało mu się przetrwać i przetrzymać złe warunki w czasach jego życia na wsi. Miał niefortunną przygodę. Kiedy strzegł swojego skarbu, rzucił się na niego mały, niespełna 3-kilogramowy Pikuś. Wojtuś obtarł sobie szyję oraz uderzył się w głowę o pobliską paletę. Na skutek tego uderzenia nastąpiła kontuzja oka - niestety nie widzi na nie. Trochę mu to może utrudniać adaptację w nowych miejscach, ale przecież bardzo szybko się uczy. W domu jest idealnie grzeczny, wielką miłością darzy człowieka, nie pamiętając mu wiele lat poniewierki, której zaznał dzięki ludziom. Nie potrzebuje długich spacerów i marzy o domku z ogródkiem, lub mieszkaniu na parterze z kawałkiem zieleni. Ponieważ większość życia niedojadał, lub jadał produkty bezwartościowe, ma problemy z nóżkami, ale ogólnie jest zdrowy, żywotny i bardzo radosny. Po nocach śni mu się własny człowiek, który obdarzy go uczuciem.
W Warszawie rusza akcja czipowania psów i, po raz pierwszy, kotów. To doskonała metoda zapobiegania bezdomności wśród zwierząt. Czipowanie jest bezpłatne.
Do 15 grudnia 2010r. właściciele psów i kotów, którzy zamieszkują na terenie m.st. Warszawy mogą skorzystać z możliwości bezpłatnego zaczipowania zwierzaka, w jednej ze 112 wybranych lecznic weterynaryjnych. Czytaj dalej